Kobieca tragedia

Żebym pod dachem mógł schrupać
prześlicznej niewiasty mej wdzięki
kupiłem maleńkie mieszkanie.
Bez kuchni i bez łazienki.

Po wizji- niniejsze zdanie
wypowiedziały jej usta:-
Brak WC jest dyskomfortem,
Ale TRAGEDIĄ (!) … brak lustra.

Reklamy

Prawdziwy cel?

Kusa spódniczka, brzuch odkryty
stanikiem podniesione cyce
i oczekujesz moja pani
bym patrzył TYLKO … w twe źrenice?

Po to pachnidła, buty, ciuchy,
trzymanie wagi i makijaż,
po to(?) bym dostrzegł twoją DUSZĘ?

To się stanowczo z prawdą mijasz.

 

Ps

Gdy skusić chcesz mnie swą wartością
i chwalby o swej duszy spijać
podpowiem Pani bardzo prosto:-
-negliż ….z zamiarem się rozmija

Wiek kobiety

Cóz z tego że zmarszczki widok ciut psują
gdy pani do grzechu jest sprawna?
Nie myśle o niej: „ta pani jest stara”
ale że jest już ‚wytrawna’.

Pomimo zmarszczek, wciąż jest kobietą
choć trudno nazwać ‚dziewczyną’
cenniejszą się staje (u fana histori)
pokryta zmarszczek „patyną”

I miejsca ustąpi ktoś w autobusie
i wsparcie znajdzie u krewnych,
i może pogadać z KAŻDYM męzczyzną
bez obaw że on: „myśli o jednym”.

 

Szachistka

Łóżko z baldachimem
(czarno-biały pół-mat)
sprawiła sobie szachistka
Patrycja. Zwana Pat.
W tym łożu z baldachimem
o nazwie handlowej :-Szach
tęskniła do „bara-bara”
tak samo na jawie jak w snach.

Gdy krew gorącą jak lawa
tętniła w  żyłach dziewuchy
to marzył się Pati współ-partner
i pewne ( konkretne) ruchy.
Przy kształtach topornych jak Wieża.
i krostowatej twarzy,
o jakimś Królu, Hetmanie
nie śmiała NAWET pomarzyć.
Pati wystarczył by Żołnierz
by gasił tętnienie w skroniach,
lub zwykły biurowy Goniec
( z fiutami  niczym u Konia).

Marzenia się nie spelnialy.
Fortuna nie byla skora
Więc ciągle robiła   roszadę
(marzenia i wibratora)

Erotyk pełen zwierząt*

Poszedłem żeby coś „skosić”
(Ładne  dwunożne  „zboże”).
I Los się do mnie uśmiechnął
Spotkałem młodziutką, –„Kozę”

Z wdziękiem gazeli kroczyła
Bo młódki  wdzięk w sobie  mają
Co prawda piegi na twarzy
Nieomal indycze jajo….
Lecz ciało takie co zaraz
Wzrok wszystkich samców przyciąga
Ruchy takie przeciąąągłe
i płynne.( jak anakonda)
Apaszka z czarnego jedwabiu
Zdobiła łabędzią jej  szyję.

Tak zgrabnej jeszcze nie miałem
A przecież dość długo żyję.

Twarz może nie nazbyt ładna
Nos orli przy wąskiej szczęce.
Lecz biust ….
Zapewniam panowie
że trudno utrzymać jest ręce.
Grzywka i koński ogon
Kolor wiewiórki  (aż krzyczy)
Spojrzenie po części cielęce,
Po części spojrzenie łasicy.

Wypiąłem pierś niczym kogut
(brzuszek udało się schować)
Gadka-szmatka.. i w kwadrans
Udało się „kozę” skołować.
Kurwiki zawsze mam w oczach
I w moc ich kuszącą wierzę.
Nim  „koza”  się obejrzała
Była już w mojej kwaterze.

Podrywacz jak każdy zdobywca
do łupu prawa ma – wszelkie.
Ujrzałem więc wkrótce ‚myszkę’ ,
pokrytą wspaniałym ‚boberkiem’,

A potem….
Jak mówi poeta:
-„chórów anielskich granie”

Ta „koza” miała coś z pszczółki.
(namiętnie lubiła bzykanie)

A gdy już byłem szczęśliwy,
Strudzony, a jednak lekki.
Rzuciła:-
”Należy się stówa”
-(Ton zawodowej „mewki”)

Po tym, podniosła się szybko.
Wdzianko zajęło jej chwilkę.
I wyszła.!
(Wiedziona mym wzrokiem).
Patrzyłem na nią. –‚ Wilkiem’!

I tak się zakończył ten wieczór,
Z tak atrakcyjną dziewczyną.
Dopiero na końcu poznałem
Kto łowcą był, kto zwierzyną.

PS.
Wiersz piszę o suchym pysku,
Powód? …Puste  kieszenie.
Myślałem że jestem „kogutem”,
A wyszło że byłem „jeleniem”

Droga do serca.

Matki swoim córkom
„Wbijały”  kiedyś do głowy:
-Drogą do serca mężczyzny,
Jest przewód pokarmowy!

Jeżeli przez  żołądek
Stanąłeś na Ślubnym Kobiercu,
Bądź świadom:-
Droga” do piwa (w lodówce!)
Zaczyna się w żony sercu.

Więc jeśli nie masz ochoty,
W  pustej  lodówce grzebać,
Pamiętaj żeby JEJ serce,
Tyle co trzeba  – podgrzewać !

Srebrne Wesele

„Już mi niosą suknię z welonem……”
-tekst:A.Osiecka.
-wykonanie, zespół 2+1
* * * *
Ta sama „panna Młoda”
Czas:- 25 lat później.
* * * *

Upieprzyłam suknię mielonym,
Na pończochach plamy od wina,
Wszystkie ‚cioty’ we mnie wpatrzone,
A teściowa jak zwykle -‚docina’,

Fason trzymam dzięki gorzale,
„Na agrafkach” – retusz urody,
Lecz przy stole siedzę wytrwale,
Bo obchodzę dziś „Srebrne Gody”

A tak było wówczas wspaniale,
Ślub w kościele, Pan Młody uroczy,
Dziś od ciała, którego za dużo,
Mąż z niesmakiem odwraca oczy.

Złudzeń nie mam już żadnych,
Z pragnień o s t a n i e i wielkie,
A więc wstaję i mówię: Kooch.aanie,
Poleeej mii jeeszsz.czee koo..leeejkee.

A jutro?
Znowu wyleczę kaca,
Znowu przeproszę rodzinę,
I znowu pójdę do łóżka,
Z piersiówką i…. Harlekinem.

2006r,