Fiasko planów

Wśród podlaskich zboża łanów

jest księstewko : „Morzeplanów”.

Planów wielkich, planów szczytnych

nowatorskich i ambitnych…

Czegóż to w tych planach nie ma.

     Jest ich morze, wręcz ocean.

Znaleźć  w planach można wszystko

Kozy, lamy…uzdrowisko….

 

Gdy się ziszczą – bądźmy szczerzy

szczęście będą w metrach mierzyć.

Raj tam będzie gdy rozkwitnie

(Zgodnie z planem) księcia gród.

I dóbr wszelkich będzie ‚w bród’

 

Jak donoszą sprytni szpiedzy

Książę Pan – wysoko mierzy.

a że zapał ma najszczerszy

Książę – ‚Teoretyk Pierwszy’-

sam uwierzył że sam (jeden?)

Stworzy w Księstwie ziemski Eden.

Rzeką spłynie mleko, miód

na książęcy lud i gród .

Każdy roczek będzie tłusty.

Później.

 

Teraz skarbiec pusty!

A walutą tej krainy

Krążki miedzi zwane …Czyny

Jeśli w skarbcu czynów nie ma

to tragedia! .

Nie – dylemat.

A wiadomo: -gdzie brak miedzi

Tam się cicho (jak mysz) siedzi.

I rzecz główna -moi drodzy-

Plany najpierw trzeba wdrożyć.

Lecz na planach Książę zna się !

Ujął w planach mleko …ptasie,

Topinambur, zioła, miód..

Będzie kasa- ruszy w przód!

Tworzy plany dniem i nocą.

A ja mówię Wam (proroczo!)

-„Tam gdzie zwykłych czynów brak

każde plany trafi szlag”.

 

Żeby status skarbca zmienić

Postanowił się ożenić.

Nie z dojrzałą, nie z podwiką

lecz leciwą już Praktyką

 

Ta Praktyka jest Hrabiną

Nie zarzucisz nic jej czynom,

Urodziwą, nawet piękną

Niezawodną i ….majętną,

 

Gdy uderzył do Hrabiny.

Odrzuciła oświadczyny

mówiąc Księciu w oczy tak:-

„Nie! Bo tobie Czynów brak.

Jeśli chcesz zażegnać kryzys

Proś o rękę Realizy.

Dorzuciła (cierpko !) przy tem:-

-Lepiej ożeń się z Kredytem.

On -być może da Ci wpływy.

Teraz żegnaj. Bądź. szczęśliwy.

 

Co się stanie czas pokaże.

Ja-wam będę kronikarzem.

Ps.

Wszystko ku lepszemu zmierza.

Książę zwabił był Kanclerza.

On  podniesie prestiż grodu

Czerpiąc kasę z bryłek lodu.

Reklamy

Żelkożerca

Zdziś jest gruby z tej przyczyny

że jest fanem żelatyny.

Przez dzień cały (od świtania)

ulubione żelki wchłania

Chciałby przestać lecz niestety

wciąż na żelki ma apetyt.

.

Nie chce jadać warzyw (wszelkich)

Ni owoców. TYLKO żelki.

Ponoć (w/g kilku osób)

Zdziś podjadał….żel do włosów!

Patrzeć nań już nie mam serca

Taki z niego żelko-żerca.

.Dnia pewnego Zdziś -na kawę-

Zaprosił był Żelisławę.

‚Tylko dla niej’ zjadł dwa „ptysie”.

Zjadł (!) i …dostał skrętu kiszek.

          Zdrowiem swym zapłacił słono

Za swą „dietę”. Dietę…mono.

Ps.

Gdy „żel” piszesz wpisz literę

która ma nad sobą „żelek”

Wesz

Wesz- widząc zamiar człeka-
(kąpiel przyszykował)
świadoma praw unijnych,
zaczęła protestować

Gdy kpiąco oznajmił:-
„Twój sprzeciw – wszo -nic to”
insekt zrobił z zamiaru
zadymę polityczną.
Sąd zakazał kąpieli
i strzyżenia brody.

Ps.

I jeszcze wesz pochwalił
za….oszczędność wody.(?)

Jak sprytny chłop przechytrzył diabła.

Bramy piekła opuścił w wieczór wietrzny i dżdżysty
adept czarciego liceum- Adolf o ksywce „Pryszczyk”.
Uczniem wybitnym nie był – bo ani zdolnym ni pilnym
Był czartem z wyboru leniwym , chociaż piekielnie silnym.
Wiedzy posiadał niewiele, nauk swych mistrzów nie cenił
a wyszedł by odbyć praktykę. By ‘kusić do złego’ na Ziemi.

Pragnienie, by się wykazać od dawna w Adolfie rosło…
Zaraz przy pierwszej okazji podpalił wiejskie domostwo.
Nie zdążył tym podpaleniem „Pryszczyk” się nawet ucieszyć
gdy dostał pilne wezwanie – biegiem do piekła pośpieszył.

W piekielnej sali sądowej czekało nań sędziów grono
– Czyś ty Adolfie oszalał? Piekło posiada swój honor!
To żadna sztuka podpalić! Twoja głupota aż piszczy!
Masz ludzi NAKŁANIAĆ do grzechu. Cudzymi rękoma masz niszczyć!
Ba! Gdybyś kogoś podpuścił, by on to budynki podpalił
zyskał byś nasze uznanie. Lucyfer by ciebie pochwalił.
A ty splamiłeś nasz honor. Piekło sromotą okryłeś,
bo przecież ty OSOBIŚCIE zagrodę z dymem puściłeś.

Za karę pójdziesz do chłopa by pracą z honoru zmyć plamę.
Będziesz pracował dla niego. Od teraz on twoim jest panem.
Możesz w tym czasie go kusić, ale nie możesz go dręczyć.
Pokuta twoja się skończy, gdy minie dwadzieścia miesięcy.

Ruszaj Adolfie do dzieła. Leniwym mózgowiem rusz-że
i rozmów się z pogorzelcem. Niech przyjmie ciebie na służbę.

Więc ruszył „Pryszczyk” na ziemię wertując diabelski Kodeks,
by drugiej wpadki uniknąć – nie skończyć znowu „pod wozem”.
Ze skrytki wyjął pieniądze. A kiedy napełnił już kiesę
był pewny tak na mur-beton, że misję zakończy sukcesem.

Do chłopa, który wśród zgliszczy wciąż krążył i włosy rwał z głowy,
podszedł i prosto z mostu przedstawił warunki umowy:
– Skoro tak wielkie nieszczęście – jak widzę – na ciebie spadło
będę u ciebie pracował dwadzieścia miesięcy – za jadło.

Chłop usłyszawszy te słowa, czarta spojrzeniem złym przeszył.
A Pryszczyk gestem niedbałym wysypał pieniądze z kiesy
i tonem ufność budzącym kontynuował swój wątek:
– daję ci kiesy zawartość na dobry współpracy początek.
Teraz zakupić już możesz narzędzia, budulec lub trunki
Wszystkie pieniądze dostaniesz gdy spełnisz poniższe warunki.

Jeżeli je przyjmiesz – to znaczy – poręczysz i duszą i słowem:

– że z plonów wyrosłych na roli oddasz dla piekła połowę
– i kiedy będę odchodził tę kwotę mi oddasz w dwójnasób.
Lecz zanim odpowiesz – pomyśl. – Dam na to godzinę czasu.
A gdybyś się nie wywiązał – ten fakt oznajmić ci muszę
Ja – Adolf – wysłaniec piekła – zabiorę sobie twą duszę.

Zaledwie kwadrans przeminął gdy chłop go wezwał na słowo:
Jednakoż dzielonym nie będzie to co urośnie nad głową!
Czy widzisz tę wielką jabłoń sadzoną ręką pradziadka?
Nie będą plonem z mej roli rosnące nad głową jabłka.
Jeśli do naszej umowy taką klauzulę wraz dodasz:
„To co nad głową urośnie nie dzieli się” – wtedy zgoda!

Więc diabeł cyrograf zmienił. Wspomnianą klauzulę wstawił,
a gdy chłop krwią go podpisał – Adolf w radości się pławił.
Po wszystkim chłop pod sukmaną ukrył wspomnianą już kiesę
i jeszcze – choć z wielkim trudem – ukrył pod wąsem uśmieszek.

*
Rychło kmieć udowadnił, iż w zarządzaniu jest mistrzem
Skorzystał z siły Pryszczyka. Czart w tydzień usunął zgliszcze.
W następnym – ponieważ przyszła wiosennych prac polnych pora –
diabła zaprzągł do pługa i pola starannie zaorał.

A kiedy orkę skończyli, chłop swe zamiary wyłuszczył:
– Domostwo większe wzniesiemy. Drewno dostarczysz mi z puszczy.
Budynek postawisz tak trwały by nawet grom go nie zniszczył.
A Adolf na to buńczucznie : – dla mnie to tyle co ‚pryszczyk’
– I dodatkowo – na dachu domostwa zbudujesz taras
z murawą jak na boisku i o piłkarskich wymiarach.
– Wiem, że podobnej budowli nikt w świecie jeszcze nie stawiał.
Ruszaj po drewno do puszczy, bo pracy czeka nas nawał.

Domostwo stanęło w pół roku. Czart niemal oka nie zmrużył,
tak kmieć Adolfa poganiał. Czart kwękał – jednako mu służył.
Taszczenie pni z głębi puszczy stawało już w gardle ością,
więc kiedy przyszły wykopki, ziemniaki czart kopał z radością.

Nadzieja na odpoczynek pękła jak bańka mydlana,
bo sprytny kmieć – po wykopkach – wezwał Adolfa na taras:
– „Taras jest taki, jak chciałem, lecz to nie koniec prac jeszcze.
Nad nim zbudujesz dach szklany, by chronił taras przed deszczem.
W ten sposób komfort zapewnię swej żonie, synom i córkom.
Przez porę jesiennych deszczy tu będzie nasze podwórko.
– Takie zadanie to ‚pryszczyk’ – rzekł Adolf z markotną miną.
Licząc, że wkrótce odpocznie, bo cóż chłop wymyśli mu zimą?

Lecz zimą również nie spoczął. Czart – w ramach zadań specjalnych –
w grudniu dokopać się musiał do źródeł geotermalnych!
Kopał głęboko i długo. Z upływem czasu wciąż wścieklej.
W efekcie – sam siebie zadziwił i swoich zwierzchników w piekle,
którzy wciąż bacznie śledzili czy czart pracuje jak trzeba.
Gdy skończył, chłop ciepłem źródeł jął gospodarstwo ogrzewać.

Ogrzewał wszystko w zagrodzie – spichlerze, kurniki, stajnię..
Na końcu podgrzał swój taras i tak przekształcił go …w szklarnię.

Zanim zakończył się styczeń, kazał chłop taras przeorać
i zasiać koper, rzodkiewkę, rzeżuchę , sałatę, pora,
cebulę, marchew, pietruszkę , kalafior, miętę i szpinak…
Za oknem był środek zimy – a Adolf bez przerwy grzbiet zginał
w pracy od świtu do nocy. Gdy szedł spać w siano za żłobem
– to wzdychał do starych czasów. Czasów gdy mógł być nierobem.

Zaś chłop warzywa sprzedawał na targu w przystępnej cenie
i pieniądz płynął do chłopa z dnia na dzień szerszym strumieniem.
Trafiały się w nim miedziaki, monety srebrne i złote
a kiedy termin upłynął podwoił pierwotną kwotę .
Należną kwotę w dniu spłaty przekazał w łapska Pryszczyka:-
-„Oto należne dwie kiesy. Zabieraj kasę i znikaj”
Zgodnie z klauzulą umowy – cyrograf widzisz przed sobą
– sprzedałem plony ogrodów, które wyrosły NAD GŁOWĄ!
Tym zyskiem się nie dzielimy – ja z tobą – ani szelągiem.
Więc zmykaj czarcie do piekła, zanim obiję grzbiet drągiem.
Bo nie ma takiego złego, co by na dobre nie wyszło .
Tyś gospodarstwo podpalił, ja-m z ciebie dostatek wycisnął.

*
Klnąc niewybrednie pod nosem Pryszczyk do piekła poczłapał.
Zrozumiał: – „By odnieść sukces, potrzebny nie tylko zapał„.

„Kruczkiem” chłop diabła przechytrzył. Wielkie uznanie mu – brawo!

Ps.
Syn chłopa skończył rolnictwo, a córka poszła na prawo.

Wąż

Gdy go spotkasz na swej drodze
serce ci napełni trwogą
bo zabójczym gad być może,
choć to tylko łeb i …ogon(?).

Ja zaś twierdzę że ten pogląd
mocno z prawdą się rozmija.
Dla mnie wąż to:- jego głowa
plus niezwykle dłuuuuga … szyja!

Tylko ten SWÓJ -(niedorzeczny?)
pogląd będę brał w obronę!
Stary jest z ‚logiką’ sprzeczny!
Któż-by zdobycz jadł … ogonem!

Nietoperz

Choć to dziwnie zabrzmi, wyznam tutaj szczerze
że chociaż są brzydkie – lubię nietoperze.
Skąd we mnie uczucie dla nich tak gorące?

Ten ssak latający komarów tysiące
bez trudu w ciemności namierza i łapie.
On ciężko „pracuje” gdy ja smacznie chrapię.

Co pomaga w łowach tej „latającej myszy”?-
-Łowi nocą ponieważ ultradźwięki słyszy

Kiedy wiązka dźwięku w komara uderzy
odbija się od niego. Gacek go namierzy
i dopadnie owada używając skrzydeł.
Komar dlań smaczniejszy od słodkich powideł.

Ps.
Gdybyś nietoperza latem w domu miał
przy otwartym oknie bez obaw byś spał.

Mysz w butach

Pewna młoda myszka z rozumu wyzuta
przeczytała o kocie który chodził w butach.
Poruszona historią, myszka żądna sławy
wymyśliła że również buty sobie sprawi,
Bowiem buty do kolan zdaniem owej myszki
miały być gwarancją pokonania wszystkich.

Łaknąc sławy, zwycięstw, nie zwlekając wiele
zamówiła u szewca parę oficerek.

Lecz z ambitnych planów myszce nic nie wyszło.
Chcąc pokazać swoim przeciwnikom „wyższość”
demonstrując buty myszka ciut przygłupia
chcąc wzmocnić wrażenie, jęła głośno tupać.

Ale zanim przeszła do kolejnych sztuczek
zwabiony tupaniem głodny kocur Mruczek
mimo zaskoczenia że widzi mysz w butach
naiwną mysz złowił i ze smakiem schrupał

Ps.
W niniejszej bajeczce kryje się przestroga
by w realnym życiu bajek nie stosować