Taka bajeczka na ćwiczenie wymowy polskich zgłosek.

Chwacki szerszeń podczas suszy spostrzegł spierzchłą suszkę z gruszy.
Chcąc tę suszkę żądłem przeszyć lot obniżył, ciut przyśpieszył,
grzbiet wyprężył, lot „ wyważył”… tylko wietrzyk zlekceważył
gdy „wrzuciwszy trzeci bieg”, ( brzęcząc) liczyć jął do trzech…

Już -już się z przeżycia cieszył, (pętak, wciąż brawurą grzeszył)
Gdy zahaczył o źdźbło trzciny. Grzmotnął z „wdziękiem” w pęd jeżyny.
Groźnie zabrzmiał trzask i ‘brzdęk’ gdy mu z chrzęstem pancerz pękł.
Pęd zderzenia, w gąszczu chaszczy (skrzypu z chrzanem) go rozpłaszczył.
Nie dość nieszczęść! Strząsnął rzep który grzmotnął trzpiota w łeb.
Szerszeń wrzasnął, jął złorzeczyć, gorzkiej klęsce zaczął przeczyć
Lecz pojąwszy że to grzech (grzech go brzydził) już słów strzegł.

Patrząc na chrzan, szczaw, dżdżownicę, przekrzywioną brzozę w życie.
Kąkol w kępie skrzypu, ważki… przełknął gorzki smak porażki.
Choć brzuch nabrzmiał jak na drożdżach, w międzyczasie ciut wydobrzał.
Jeszcze oddech ździebłko świszczał lecz ból w brzuchu mniej naprzykrzał,
Krzyż rwać przestał, przyschnął skrzep, i mniej ciążyć jął mu łeb.

Po chrząknięciu rzekł do siebie :- dłużej już nie możesz leżeć,
Pokrzep serce, zawierz krzepie. Przemóż się a będzie lepiej.
Na łut szczęścia trzeba liczyć.Odpuszczając zczeniesz w dziczy.

Gdy powietrze wciąż przegrzane, z wonią :-„melanż skrzypu z chrzanem”
Przytłumiło ból (nareszcie), powstał drżąco z ócz wytrzeszczem,
By po zmierzchu po kryjomu dobrnąć do przedproża domu.
A od trzmiela dobrze wiem że, leże ma gdzie Biebrza szemrze.
Gnieżdżąc się wśród szczelin szczap, żyje z chrząszczem niczym brat.

Dążąc żlebem wciąż przyklękał, (skrzydło w strzępach, brzuch w obrzękach)
Grzązł w pokrzywy, krzyż przeciążał, ale naprzód wciąż podążał.
Choć się krzywił, krztusił, zżymał, dążąc ścieżką, zucha zżynał.
Często chrzęścił, często trzeszczał, ale ciągle się przemieszczał.

Już inaczej życie mierzył nasz nieszczęśnik gdy wstrząs przeżył.

Jutrznią dotarł na brzeg zgliszcza. Trzykroć przebrnął grzęzawiska
Skrzep go szczypał, brzuch „ciemiężył”,..
PRZERWA ! Dostrzegł brzegi Biebrzy.
O trzon grzyba oparł szczękę, i grzeczniutko zapadł w drzemkę.
Odprężywszy się nasz chwat, grzęznąc dobrnął do swych szczap.

Gdy chrząszcz z którym szerszeń mieszkał, kurz ścierając z skrzepu brzeżka
Zagrzmiał gromko jak grzmot (wierzcie!) :”Toć żeś wyszedł na przebieżkę”…
Szerszeń odrzekł mu przysłowiem: -„Kto kozaczy, płaci zdrowiem”
Lekceważąc wietrzyk w trzcinach jakbym z szczęściem kłótnię wszczynał.
Gdy źdźbła trzciny wpadły w drżenie, klęskę’m poniósł -„Na życzenie”.

Lód, lud.

Bezlitosny tyran z dalekiego wschodu

W piersi zamiast serca nosił „kulkę lodu”.

Satrapa luksusów i złota miał w bród

Gdy tymczasem biedę klepał jego lud.

 

Głodny lud chciał powstać, gdy zdarzył się cud

Serce dziewki z ludu stopiło w sercu „lód”.

Tyran zmniejszył podatki. Kraina odżyła

A lud (z u otwartym) nazwał ją- Ludmiła

Wyżyna(bez rz)

Na wyżynie źródłem wrażeń  jest  pas kałuż (wciąż bez skażeń)

Słońce żółty żwirek  praży.  Żółw  łażący po tej  plaży

oraz  żuraw  który stężżeby dziobu jak oręża

w odpowiedniej użyć chwili, żywo słuch swój wytężyli,

Gdyż  po ścieżce żlebu krążył  żądny wrażeń wyżeł z Łomży.

Widząc wyżła bez obroży żuraw pierwszy oręż złożył,

i odleciał nie zwlekając.

Żółw, głaz duży okrążając,

żwawo prężąc żółwie ścięgna również  z plażą się pożegnał.

Zaległ w  życie gdzie wraz z jeżem miał  pożniwny żer i leże,

Drżał zdrożony, gdy ślin strużki ciekły z żuchwy mu na nóżki.

Po czym rad iż uciec zdążył, żując w  pół-śnie się pogrążył.